TSOY

AVE!

Wspieranie naszego wątłego rynku erpegowego uważam za bardzo słuszne działanie. Ukazują się u nas tak nieliczne podręczniki, że każdy kolejny to niebywałe wydarzenie. Język angielski wprawdzie nie parzy, ale dużo szybciej i łatwiej czyta się po naskiemu. Stąd mój entuzjazm na wieść o reedycji TSOY’a osiągnął zenit. Niecierpliwe wyczekiwanie na deklarowany termin w końcu zostało zaspokojone. Zgodnie z nim, co znający polskie realia powinni podkreślić gruba krechą. Dostałem do rąk całkiem zgrabnie wydaną książeczkę, liczącą około 200 stron, z niespecjalnymi grafikami ale z estetycznie poszarzonymi kartkami. Podręcznik jest zgrabny, czytelny a treść ulega szybkiemu kminieniu. Nie ma z tym problemu.

Z czy zatem jest problem? Nie ukrywam, że szukałem sysu do długofalowego grania, w konwencji fantasy z niekoniecznie realistyczną mechaniką. Zasadniczo większość oczekiwań zostało spełnionych, ale coś tu nie trybi. Granie długoterminowe w fantaziaka tak jak ja sobie to wyobrażam wymaga rozwiniętej warstwy socjalnej. Ekwipunek, różne sprzęty, kasa, mikstury i całe to mięcho do tzw. „mania” (konsumpcjonizm urzeka mnie też w rpg).  Niestety TSOY nie poświęca uwagi temu aspektowi świata gry, nawet nie pojawia się informacja o walutach. Nacisk za to autor kładzie na odgrywanie i rozstrzyganie wewnętrznych konfliktów bohatera, realizuje się to nawet poprzez rozwiązania w mechanice (klucze będące pewnymi moralnymi drogowskazami, w dużym skrócie naturalnie). Za odgrywanie postaci zgodnie z kluczami dostaje się PD, za sam scenariusz pula jest nieduża. Ergo osoby nie szukające stażu w teatrze mogą awansować wolniej. Sama intryga ma drugorzędne znaczenie, ważne są interakcje z NPC-ami i to co siedzi w bohaterze i to jak się z tym zmaga ów bohater. Czyli raczej, że tak powiem „do środka” niż „na zewnątrz” 🙂 Nie tego szukałem. Chciałem czegoś dnd-like, krwistego fantasy z atrakcyjniejszą mechaniką. Nie znalazłem, co nie znaczy, że system jest kompletnie nieatrakcyjny. Nie pasuje mi do regularnego grania idącego nawet w lata. Jako jednostrzał powinien spisać się nieźle, bo podejście jest niestandardowe i nie zaszkodziłoby spróbować zagrać inaczej. Nic ponadto.

Szukającym szalonego indie polecam jednak TSOYa, ja niestety w głównym nurcie raczej spływam, nie dla mnie takie egzotyczne frukty.

Informacje o mrufon

Ich komme aus Russland und liebe Kiefer.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „TSOY

  1. von Mansfeld pisze:

    „Za odgrywanie postaci zgodnie z kluczami dostaje się PD, za sam scenariusz pula jest nieduża. Ergo osoby nie szukające stażu w teatrze mogą awansować wolniej.”

    Z tego co spostrzegłem, mechanizm kluczy w TSOYu mocniej opiera się na decyzjach i ewentualnie skutkach tych decyzji („jak bardzo”). Osobiście nie jestem jakoś „teatralnie” uzgodniony, a dawałem radę w jednej z rozgrywek zebrać kilka pedeków z Kluczy.

    Co do jednostrzałów, ze względu na to, że pedeki zamienia się na Rozwinięcia dopiero po sesji, to w jednostrzałach ten mechanizm kluczy nie działa – po co się motywować, skoro to nie przełoży się na rozgrywkę (bo nie będzie drugiej sesji, gdzie wykorzystamy zebrane pedeki)?

    Co do „dnd-like”, pojawiło się Dungeon World. Nie wiem czy kojarzysz, ale podobno to takie „dnd-like”, ale bez wielu charakterystycznych właściwości („problemów” dla 90% polskich dedekowców) trzeciej edycji D&D.

    • mrufon pisze:

      Dandżeon łorlda nie znam, ale z nazwy wnoszę, że to tylko crawl. Nie interesuje mnie coś takiego. Stereotypowe fantasy mnie interesuje – świat jak Greyhawk czy Forgotten ale z ew. zmienioną mechaniką. Sprawdzę mechę QUERP i parę innych, zobaczy się.

      • „Dandżeon łorlda nie znam, ale z nazwy wnoszę, że to tylko crawl.”
        Nazwa pochodzi od gry, na której bazie powstało DW czyli Apocalypse World. Dungeon World nie opiera się wyłącznie na eksploracji lochów, ale także na normalnych przygodach.

    • „Co do jednostrzałów, ze względu na to, że pedeki zamienia się na Rozwinięcia dopiero po sesji”
      Nigdzie w podręczniku nie pisze, że pdki zmieniają się w rozwinięcia po sesji. Po prostu, 5 pdków to standardowo 1 rozwinięcie. I tyle.

      • mrufon pisze:

        Diabelnie trudno cokolwiek znaleźć w necie o DW, jest jakaś recka ale skromna i połebkowna. Szerszego ujęcia nie znalazłem. Podobnie z Hammerax – światem fantasy do QUERPa. Nemo, a szkoda no może być ciekawie.

  2. Avaron pisze:

    Legend panie kolego 😉

    Ewentualnie Basic z odpowiednio ustawionymi opcjami do wyboru. Jak dla mnie nie ma lepszej mechaniki, a do tego ma te zalete, ze nie przykuwa Cie do jednego settingu.

    Ewentualnie Savage Worlds, ale nie bardzo nadaja się do bardzo dlugich kampanii. Po rocznej kampanii wiekszosc postaci ma rocznej legendy. Dlugotrwaly rozwoj jest jednak domena mechanik k100.

  3. mrufon pisze:

    Savage do długich kampanii nie bardzo, basic niespecjalnie mi leży.Czytam ponownie GURPSa, może tu będzie klucz do fajnego grania na długi dystans.
    Av-Legend cenię bardzo ale niestety nie ma do nich settingu fantasy, a na tworzenie własnego (jak Ty czynisz) nie mam werwy i paliwa. Chcę wziąć gotowca, przeczytać i łupać. Przyznam się jeszcze, że będę testował Arcanis – Shattered empires.

  4. Avaron pisze:

    Jakoś mnie takie mechaniki z abstrakcyjnym modelem rozwoju nie kreaca. W Ridlle of Steel było takie zalozenie, ze postac rozwijala się na podstawie osiaganych celow. W teorii brzmi to moze fajnie, ale za cholere nie rozumiem jak takiemu Lancelotowi poprawila się walka mieczem po zaliczeniu Ginewry…

    • Nie znam dobrze RoS, ale postaram się wyjaśnić ogólną koncepcję.

      Dążenie do celu wymaga pewnych działań. Dodatkowo, nie widzimy wszystkiego co robi bohater. Otóż wynika z tego, że trenował off screen.

      Druga sprawa, to faktycznie jak pisze żartobliwie mrufon, kwestia niesamowitej motywacji postaci. Nie wiem jak wy czujecie się, kiedy osiągnięcie założone wcześniej cele. Ja się czuje zajebiście i mam uczucie jakbym mógł góry przenosić. Dlatego wydaje mi się bardzo logiczny taki system. Ale to już wszystko kwestia preferencji.

  5. mrufon pisze:

    Pozwól, że wytłumaczę 🙂 Wiesz jak „ugwarzanie” z żoną uskrzydla przecież. Lancelot w pełni usatysfakcjonowany realizacją na niwie cielesności miał więcej energii, którą mógł sfokusować na robieniu mieczem.
    A poważnie – przecież mechaniki to i tak przybliżenia rzeczywistości, raczej od niej odległe 😉 Więc takie swobodne operowanie rozwojem bohatera nie razi mnie. W GURPSie rozwój jest wolny i tylko wkurza mnie kretyńska, 1-sekundowa runda.

  6. Niestety, tak jak zresztą pisze w podręczniku, gra tymi samymi postaciami przeznaczona jest na raczej krótkie kampanie (maksymalnie 12 sesji i to 5-6 godzinnych). Odniosłem się do paru elementów w innych komentarzach. Tak czy inaczej bardzo dziękuje Ci, że zechciałeś zapoznać się z The Shadow of Yesterday!

    • mrufon pisze:

      Cała przyjemność po mojej stronie.
      Szkoda, że tak mało wydaje się po polsku. Niemniej gdy coś się wyłoni będę śledził bo… tak należy. Kronikarski obowiązek jak powiadają.

    • Tomek pisze:

      Ja też się zapoznałem z TSOY w wersji spolszczonej pzrez J. Gołebiowskiego, gratuluję wykonanej pracy. Generalnie ciekawe. Ale wg mnie jest za mało praktycznych przykąłdó rozstrzyganai zmagań i ich wariantów, ja znam Fudge i Fate to w mire ogarniam, ale ktoś „zielony” może mieć problemy z uchwyceniem istoty wykonywania testów. Pozdrawiam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s