CONAN_GURPS 3rd edition – relacja z otwarcia

Ave!

Generic Universal Roleplaying System to dzieło stajni Dżeksona, do którego przymierzałem się półtora roku. Kilka razy padały deklaracje o chęci prowadzenia, potem wszystko rozpływało się jak poranna mgła – bo pojawił się Savage, bo chuopaków odstraszyła złożona kreacja bohatera. To ostatnie dotyczyło 4 edycji, którą pierwotnie zakupiłem w Reblu. Tworzenie postaci zajmuje całą księgę a przebicie się przez przewagi, zawady, wzmocnienia/osłabienia, dziwactwa i szereg innych wymaga mnóstwa czasu, którego nigdy na wyjazdach nie mamy. Bo wyjazdy są stężone jak 98% H2SO4 lub jeszcze bardziej, jak oleum.

Przypadkiem w łapy wpadł mi pdf 3 edycji GURPSa – tzw. revised edition. Poczytałem bo jako umiarkowany (wtedy) sympatyk G chciałem mieć porównanie z 4 edycją. I co się okazało? Nowsze nie zawsze jest lepsze! 4 edycja wydana jest perfekcyjnie – twarda oprawa, kolorowe grafiki, ład, tabelki. Wygląda rewelacyjnie. Jak ma się do tego skromna 3? W warstwie wizualnej kiepsko 🙂 Jak już kupiłem podręcznik na eBayu to okazała się skromną, A4 książeczką o czerwono-czarnej okładce, wewnątrz grafiki a i owszem, ale czarno-białe. I na tym się kończą słabości. Rdzeń mechaniczny jest niemal identyczny (oprócz drobiazgu w wyliczaniu obrony aktywnej w 4) a tworzenie bohatera skondensowane na nieporównanie mniejszej przestrzeni celulozy. Nie ma tu tych wszystkich wydumanych przewag i zawad, od których się jeżył włos na głowie (że można było taki szit wymyślić), więc kreacja jest stosunkowo (!) szybka jak na grę o takiej swobodzie procedowania pokraki. 3 szybko zwyciężyła, więc zacząłem knuć plan puszczenia Conana na GURPSie na najbliższej sesji wyjazdowej naszego teamu. Wiem, że pierdylion razy zmieniałem zdanie co do sysu, w który chcę pograć więc chuopaki są przeczuleni. Sztych wymierzony GURPSem był dotkliwy (o jej, przestań, łaaaa) ale wierciłem nim w trzewiach aż doszło do ponurej akceptacji.

Zjazd odbył się w dniach 28-30 IX w uroczych okolicznościach prasłowiańskiego sioła Zapusta niedaleko Gryfowa Śląskiego (żeby było łatwo zlokalizować tym np. z Australii – to Gryfów jest koło Lwówka ;)). Spotkaliśmy się tam w składzie – ja, Kevin, Araven i KFC. Skoro przyszło do dwudniówki to należało rozegrać przynajmniej dwie solidne przygody. Taki był plan, i powiódł się w całej rozciągłości. Z piątku na sobotę prowadził Kevin. Na tapecie był Conan na silniku FATE CORE (odbitym w nieszczególnie płaskim zwierciadle). Poszukiwania legendarnego skarbu Atlajów w parnym Kush dobiegły końca po trzeciej kampanijnej przygodzie prowadzonej przez Keva. Reasumując – przybyłem, zabiłem, złupiłem.

Sobota ranek i południe stanęły pod znakiem lepienia bałwanów, czyli w wolnym przekładzie  z gwary lapońskich erpegowców – robienia postaci do GURPSa. Araven wybrał Brythuńczyka, długowłosego blond woja wprawnie robiącego mieczem i tarczą. W grubej skórze miał imponujące statsy defensywne (co mu później dupsko uratowało podczas randki z szarą małpą). KFC zrobił argosańczyka z zingarańsko-argoseńskiego pogranicza, czyli lądowego! Niebywałe, jak Zairczyk w butach ze skóry białego niedźwiedzia. Nastawiłsię na łuk, w bezpośrednim zwarciu był nieco słabszy. Kevin też zagrał Argosańcem – fechterem, wprawnym w rapierze i sztuce fencingu – jak ukochani sąsiedzi z Zingary 😉

Nasze szelm…, to znaczy – bohaterowie, wędrując po pograniczu Argos-Shem, wzdłuż prawobrzeżnej Khorotas, natknęli się na Gallusa z Messantii. Ów Gallus wyjechał ze stolicy w towarzystwie córki i kilku zbrojnych, by w swej villa rustica cieszyć się ogromnym majątkiem i uciec od wilgoci miasta szkodzącej jego starym kościom. Niestety po drodze zostali opadnięci przez bandę shemickich łowców niewolników. Dziewka została porwana a obstawa wyrżnięta. Gallusa zostawili przewrotnie przy życiu by wspominał i zgrzytał zębami, tuż po tym jak mu opowiedzieli co będzie dalej z córką. I tak siedział kilka godzin w ruinach wozów, wśród trupów, kiedy zza wzgórza wyłoniło się trzech pieszych mężów o mordach naznaczonych występkiem (Kevin miał taką zawadę, więc mało koloryzuję). Po dłuższej ugwarce BG zgodzili się mu pomóc – najpierw odstawić do niedalekiej karczmy a potem sprowadzić dziewkę. W grę wchodziły spore kwoty i znajomości w mieście, których mógł im w przyszłości użyczyć Gallus. Zgodzili się, bo pozory mylą.

Najpierw rozpracowali wspólnika bandziorów w Argos. Okazało się po rozmowie z Gallusem, który usłyszał to i owo, że po tej stronie granicy mają człowieka, który im pomaga – zmienia konie, daje schronienie etc. Madrakis ów mieszkał gdzieś tam, nie wiada gdzie. Gdy dojechali do wioski Pasca leżącej tuż przy przełęczy granicznej, okazało się, że Madrakis to zamożny i znany hodowca koni, trzymający łapę na całej wsi, mający zbrojnych, pieniądze, dający pracę lokalsom (choć sam był importowanym Koryntianinem). Oczywiście jak to praworządni bohaterowie sprowokowali burdę z Madrakisem i jego ludźmi w miejscowej knajpie, Araven obraził go śmiertelnie w jego wsi, przy jego ludziach. Ok. Mieli szczęście, bo w środku było ich tylko 5. Madrakis uciekł gdy zaczęło się nieświeżo robić, a jego zbrojnych i karczmarza gracze porżnęli w dzwonka. Karczmarz pochlastany przeżył i dzięki niemu, gdy po udanych testach przekonywania otworzyli mu oczy, że ich pan wspiera shemickich łowców niewolników porywających obywateli Argos, przekonali resztą wahających się mieszkańców. Madrakis zauważył to i uciekł. Tzn. próbował, bo Araven, który go znielubił nie wiedzieć czemu pognał za nim i jego rannym koniem, by dorżnąć go parę mil dalej, już na obszarze przełęczy. Gracze dojechali paręnaście minut później. Araven od umierającego Madrakisa wyciągnął informację gdzie mogą znaleźć tego łowcę niewolników – Ahaba.

Po shemickiej stronie gór natknęli się na patrol jezdnych. Nie było podstaw do agresji więc po neutralnym teście reakcji powiedziano im jak kierować się do miasta Thujara (bo jako najmici szukali roboty-tak się opowiedzieli). Zamiast do miasta udali się jednak do kamieniołomów Ahaba. Tam wjechali otwarcie do obozu łowców niewolników. Noc spędzili w czworakach zakuci w łańcuchy z etykietkami „sprzedani do szkoły gladiatorów w Thujarze” 🙂 Dowiedzieli się w międzyczasie, że Ahab wczoraj kogoś przywiózł z wojaży ale niemal natychmiast ludzie klienta zabrali brańca/brankę (nie wiedzą niewolni, nie widzieli). Czyli był zleceniodawca porwania a Ahab był wykonawcą, nie upolował dziewki by ją zakuć w kamieniołomie czy używać w swej willi.

Skuci (po raz pierwszy jednak trzeźwi) podróżują kibitką do Thujary. Tam zostają oddani w ręce odbiorcy – właściciela jednej z trzech rywalizujących szkół walki. Wzięli udział w kilku treningach, gdzie obijali i byli obijani, gościli pod areną galdiatorską, gdzie obserwowali przy pomocy słuchu wydarzenia na arenie. Okazało się, że dziewka była nagrodą w kończącym zawody turnieju indywidualnym. Cormack, Brythuńczyk z ich szkoły, jeden z lepszych fajterów wpisał się na listę. Był uświadomiony kogo szukają. Wiedział też jakie plany ma wobec nich właściciel, postanowił dziewkę wygrać. I wygrał. Hebron (szef ich szkoły) poprzez Cormacka zaproponował im coś, co pozwoliłoby im zyskać wolność. Dodatkowym atraktantem miała być Iliria, owa dziewka z Argos. Hebron dopiero buduje potęgę swojej szkoły, ma jednak małe wpływy i niewielu dobrych wojowników. Jak to Shemici, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce – szef najpotężniejszej szkoły, właściciel areny Shupras musi zginąć. Nie może tego on zrobić ani jego ludzie, bo by go oskórowano powoli żywcem. BG „uciekają” podczas przejścia przez miasto na rynek, gdzie mieli jako tragarze nosić produkty do kuchni szkoły. Zaaranżowana ucieczka się powodzi, metę im się wskazuje, dostają sprzęt od Cormacka i namiar na domostwo Shuprasa. I tu się zaczyna pod górkę.

Według słów dawnego sługi Shuprasa jego domostw otoczone jest podwójnym murem, w obrębie których to murów pętały się (przed 4 laty) dwa głodne wiecznie lwy. Nocą chłopaki zaczaili się i przez mur w sposobnym momencie wniknęli do środka, wcześniej rzuciwszy „lwom” kawałki mięcha by je odciągnąć. Udało się, bo lwy zostały odciągnięte (żart-wcale ich nie było) – ściągnęli jednak sobie na głowę szarą małpę, widocznie lwy zdechły a bieżącym stróżem nocnym został małpiszon. Och jak on ich poharatał. Araven i Kevin wyglądali jak stare trupy wygrzebane z ziemi na pobojowisku. W końcu desperackim sztychem rapra (od rapier) Kevina nieludzka żywotność małpy znalazła kres. Była zadyma z mieszkańcami posesji bo się ludzie pobudzili, walka ze zbrojnymi była dla drużyny korzystna. Zabili też Shuprasa. Niestety alarm był też na zewnątrz, ale nikt się nie ośmielił wejść do środka (wiedzieli co Shupras trzyma w obrębie murów). Drużyna musiała spieprzać kanałami. Utaplana w gównie, usmrodzona, podtopiona, gruntująca w detrytusie ekipa wylazła gdzieś w podłej dzielnicy, gdzie natychmiast natknęła się na bandziorów. Dwóch cwaniaków uciekło wracając po chwili w 6. Zdążyli jednak nasi BG zbiec. Z miasta wydostali się w kamuflażu, w karawanie jako poganiacze ubrudzeni gnojem (byli już przygotowani) zmierzającej do Asgalunu. Ostatecznie po długiej podróży docierają do Messantii z Illirią, gdzie wz otwartymi ramionami i sakiewką czeka Gallus. Teraz szykuje się uczta na ich cześć, i to jest punkt wyjścia do drugiego scenara. O tym więc sza.

GURPS 3 edycja był przyjęty jak trędowaty, okazało się, że ten trąd to łuszcząca się skóra po oparzeniu słonecznym 🙂 Chyba się spodobało bo wrzasków i dzikich awantur nie pamiętam.

Niech Szatan pieści wasze dzieci,

Mrufon

Informacje o mrufon

Ich komme aus Russland und liebe Kiefer.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „CONAN_GURPS 3rd edition – relacja z otwarcia

  1. KFC pisze:

    Bardzo fajna sesyja, i system wcale nie taki straszny jak go malują, plus dość fajne i szczegółowe tworzenie postaci – już wiem czemu Jackson wypuszcza takie mrowie settingów 😉
    Chociaż graliśmy bez rozliczania trafień i innych spowalniaczy, czyli tak bardziej w stronę Gurps Lite, gdyby grać na 100% zasad to pewnie byłby mały bunt na pokładzie 😉

  2. Tomek (Araven) pisze:

    W wersji bez wszelkich spowalniaczy, liczenia drobiazgowego segmentów i wielu reguł opcjonalnych, Gurps nie jest straszny. Ale ja grałem w KC, to mnie mało który system jest straszny.
    Przygoda byłą fajna.

    Robienie postaci ciut mniej. Brakowało mi przygotowanej przez MG – listy Umiejętności oraz listy Atutów, czy jak to się tam nazywa. Robienie postaci było nieco na ślepo, nie mając listy umiejek łatwo pominąć jakieś ważne.
    Cóż masa umiejętności, dużo atutów. Mnie się Gurps 4, bardziej podoba niż Gurps 3. Ale jak gramy na 3, to tak zostanie. Może to być dla mnie system alternatywny, bo podstawowym zostaje zdecydowanie Fate.

    Zresztą nie ma się co przywiązywać do Gurpsa bo Mrufonowi za jakiś czas przejdzie. Znajdzie inny system, a jaki to się wkrótce okaże. Dłużej jak 2 zjazdy, to Gurpsowi nie daję.
    Ja mam dość ciągłych zmian mechanik. Akurat Gurps ujdzie, ale jak zaczną w nim dochodzić jakieś kolejne opóźniacze w stylu reguł i zasad dodatkowych, to nie wiem czy sobie go nie odpuszczę.

    Coś tam do Gurpsa zajrzę, ale bliżej kolejnego spotkania czyli w listopadzie. By awansować nieco moją postać.

  3. mrufon pisze:

    Pozostajemy przy 3 edycji bo 4 jest przekombinowana. Słusznie zauważył też KFC, że korzystamy głównie z wersji Combat Simple. Nie chce mi się bawić w gridy, manewry związane ze zmianą kierunku ataku, różne parametry obron w funkcji kierunku ataku… wszystko to jest porabane, zamiast dynamicznie łupać się po mordach będziemy liczyć. Lokacje trafienia to też zbędny dodatek. CS + parę drobiazgó z Combat Advanced i jesteśmy w domu.
    Nawiązując do wczorajszej rozmowy z Kevinem – to jest chyba ten erpegowy Graal, którego szukałem.
    Tomek – zobaczymy czy zamknie się na dwóch sesjach. 🙂

  4. mashkaron pisze:

    Bardzo howardowska przygoda do Conana. Lwy strażnicze, wielkie małpy, walki gladiatorów. 100% klimatu.
    Jeżeli pominęliście jakąś ważną umiejętność przy tworzeniu postaci, to łatwo jest to nadrobić w rozwoju postaci – w GURPSie nie jest tak, że wybierasz na początku i tylko tego można się trzymać. GURPS Lite 3e jest bardzo grywalny (bardziej niż wersje demo innych systemów). Właściwie to esencja systemu i wystarcza do miłego grania, choć oczywiście warto go stopniowo wzbogacać w inne reguły. Gdybyś Mrufon chciał pogadać mailowo, co mi zgrało/nie zgrało w GURPSie przez moje kilkanaście lat grania/prowadzenia, to służę opinią. 🙂 Pozdro dla całej drużyny!

  5. mrufon pisze:

    Spox, rzuć emalię, popytam o to i owo.
    cladoniae@gmail.com

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s