Conan GURPS – kolejna odsłona

15.11 Anno Satani spotkaliśmy się w zapustańskiej agroturystyce by wyjaśnić NPC-om w Hyborii gdzie jest ich miejsce i kto tam rządzi. Ściągnęliśmy tam niestety w dwóch rzutach – pierwszy w składzie Araven, Kevin i KFC, ja dojechałem w sobotę o 16.00 (uwarunkowania rodzinne cholera). Chłopaki zaczęli Conana na silniku Fate’a. Prowadził Araven. Niestety bliższych szczegółów z przyczyn obiektywnych nie jestem w stanie podać.
Następnego dnia turlaliśmy w tych samych realiach ze mną jako prowadzącym, jednakowoż zmieniliśmy silnik w hyboryjskim bolidzie na GURPSa. Stary, sprawdzony, dobrze smarowany i mało palący. Przygoda byłą luźnym rozwinięciem poprzedniej, jako że rozpoczęła się feast’em na cześć drużyny. Za co? Za uratowanie córki możnego Gallusa z łap ohydnych łapaczy niewolników z Shemu (o haczykowatych nosach nie należy zapominać, i ze zdradą w sercu). Podczas uczty drużynie przedstawiono właściciela lokalu, w którym gościli – Abakanidesa, notabene serdecznego przyjaciela Gallusa. Ów Abakanides zwiedziawszy się o przewagach BG postanowił spuścić im się ze swojego problemu. Syn jego – Orvelio – jest pisarzem miejskim. Przed 3 tygodniami w towarzystwie sekwestora królewskiego i 4 żołdaków wyjechał z Messantii do oddalonej 4 dni na północ villa rustica należącej do magnata Erideusa. Ów Erideus został zamordowany, więc zgodnie z prawem król Milo wysłał komornika by spisać ruchomości i nieruchomości jako przypadłe koronie (śmierć bezpotomna). Dystans niewielki a w ciągu 3 tygodni nie ma żadnych znaków życia od ekipy. Czy Erideus miał takie latyfundium, że wysłano do Tarantii po czernidło i pióra tudzież pergaminy dodatkowe? Abakanides bał się, że syn i przyległości wpadli w tarapaty. Gotów był dobrze zapłacić BG by wyjaśnili co się stało, i czy w ogóle jest jakiś problem.
Drużyna znalazła sprawę atrakcyjną i po wzajemnym uścisku rak oddelegowała się do dziwek, winogron i wina z Kyros.
Rano wyruszyli. Podczas podróży miały miejsce dwa incydenty. Pierwszy to spotkanie na rozstajach z uwięzionymi w klatkach „kłusownikami”. W 4 klatkach wisiało 4 rzezimieszków a 3 na dole usiłowało ich szybko i nerwowo uwolnić. Drużyna nieszczególnie zainteresowała się zdarzeniem, bo i nie przedstawiali wiszący i ci na dole żadnego zagrożenia (mieli lichą broń i mało jej). Okpiwszy tylko BG historią o uwięzieniu za kłusownictwo piłowali pręty dalej. W istocie byli lokalnymi bandytami osadzonymi za łupienie karawan i okolicznych siół. Po uwolnieniu mieli plan zaatakowania BG i rekwizycji koni i broni, jednak nie doszło do tego – BG odjechali nie zwracając uwagi na nerwowy pośpiech. Tym samym uniknęli kłopotów i jednocześnie przyzwolili na ucieczkę niebezpiecznych kanalii. W nieodległym miasteczku nie wspomnieli o zdarzeniu konstablowi więc spokojnie przekimali i rano pojechali dalej. Drugie zdarzenie było groźniejsze. Kolejnego wieczora spotkali na trakcie shemickiego kupca w towarzystwie milczącego, potężnego sługi. Ów kupiec był (tak powiedział) wędrownym kramarzem, sprzedającym drobiazgi po wsiach i napotkanym na trakcie podróżnym. Miał wszystko – od igieł po powidła. Zwiódłszy graczy „bylegadką” zaproponował warty. Czuwano parami, choć pierwsza warta była solo – Brythuńczyk stanął na niej. Potem nadeszła kolej Shemitów. I tu wyszło szydło z worka – panowie rzeczywiście handlowali, ale towarem zarekwirowanym podróżnym – usiłowali zamordować we śnie graczy. Tu jednak na wysokości zadania stanął „Alertness” Kevina i Combat Reflexes Aravena Brythuńczyka. Obudzili się i po krótkiej walce okupionej ranami złodzieja z Messantii (Kevin) panowie zostali uśmierceni. Towar w dwukółce zepchnięto głęboko w las, trupy również, muły poszły za towarem, gdzie pewnie padły łupem wilków, nie ważne.
4-go dnia stanęli u wrót latyfundium „Vinifera” Erideusa. Już z daleka było widać, że po posiadłości nie chodzi żywa dusza, brama jest otwarta, tylko w okolicach bramy krążą kruki…
Bliżej poczuli jeszcze smród gnijących ciał. Na dziedzińcu za bramą znaleźli 5 ciał. Rozkład zaawansowany, pełno robactwa, ogryzione miejscami do gości, oderwane kończyny. Z trudem po ciuchach rozpoznali 4 zbrojnych i Viscaridesa – sekwestora. Ciała Orvelia, syna karczmarza nie było. Budynki gospodarcze były puste, złupione, żadnych zwierząt. Villa z powybijanymi szybami, wyłamane drzwi, wewnątrz pocięte łoża, wybebeszone fotele, pozrywane obrazy, wyrwane deski z podłogi, zniszczenie i zamęt – ewidentny dowód na plądrowanie. I kolejne ciała – kilka osób służby i na piętrze sam Erideus. W bibliotece, w drzwiach której leżał właściciel, na biurku znaleźli rozłożoną księgę upstrzoną masą grafik, map, robaczków (nikt nie czytaty). Kev zwinął ją do toboła. Podczas lustracji zauważyli, że od strony lasu skrada się do villi jakaś postać. Capnęli go – okazała się drobnym, odzianym w tunikę i uzbrojonym w nóż Argosaninem. W ogniu pytań, zagrożony „depalcacją” (rytualne obcinanie palców mieczem) przez Brythuńczyka wyśpiewał, że to oni zabili ekipę ze stolicy, porwali gówniarza by wyłudzić okup od ojca, pokłócili się jednak o niego i póki co nie wysłali posłańca do miasta. Oni też złupili posiadłość. Raz byli tu nocą – zostali zaatakowani przez sforę ghuli, jeden z nich (Koryntianin) zginął. Potem przychodzili tylko za dnia. On przyszedł teraz po raz ostatni by sprawdzić piwnicę, którą lekko zaniedbali. No i wdepnął na BG. Oczywiście musiał wyśpiewać gdzie są kamraci. Zanocowali w stajni. W obawie przed ghulami zabezpieczyli drzwi, zabili deskami 4 lufty, które były w ścianach około 3 metry nad ziemią i czekali. Około północy zaczęło się – najpierw piski, wycie i tupot. Potem skrobanie, walenie do drzwi, próby wspięcia się po zrębach do okien. Rozpoczęło się regularne oblężenie, trwające do świtu. Kilka próbowało wejść okienkami wywaliwszy deski ale Araven i KFC powstrzymali ich z trudem. Kevin tymczasem walczył z podkopem – dwóch właziło przed wygrzebaną dziurę. Powstrzymali napastników ale nie zmrużyli oka co okazało się istotne dnia następnego (rany Kevina a walce, akurat spowodowane ujemnym modem za brak snu :)).
Rano drużyna pociągnęła jeńca ze sobą do jaskini łotrów. Na miejscu po podchodach, trzaśnięciu gałązki wdali się w bitkę z 4 pozostałymi rzezimieszkami. Zabili ich choć opłacili to dość poważnymi ranami, zwłaszcza Kevin zebrał. Zmęczeni postanowili przespać się w jaskini a Orvelio dostał za zadanie czytać księgę znalezioną przez Kevina. Okazała się pamiętnikiem podróżnika – znaleźli w niej mnóstwo opisów lokacji, wspominek z podróży, rysunków, map. Na końcu było jednak kilkanaście stron poświęconych najnowszemu odkryciu – legendzie o ostatnim przedludzkim bastionie wężoludzi – mieście Karanda. Erideus kilka lat szukał wyspy z tym wulkanem i kilka wypraw spełzło na niczym. Wreszcie ostatnia na „Strzelcu” dowodzonym przez kapitana Mitradesa, osiągnęła sukces – znalazł wyspę i miasto. O eksploracji mało napisane bo dopiero wspomniał, że jak załatwi inne sprawy to zasiądzie do opisu wydarzeń. Jak można się domyślić – nie zdążył.
Chuopaki wrócili do Messantii gdzie znów zebrali laury – od ojca, a także zdali raport marszałkowi królewskiemu, wszak chodziło o królewskiego sekwestora i żołnierzy, a także mniejszego urzędnika – pisarza.

Na tym zakończyliśmy. CDN

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Najlepszy systemik, tu 3 edycja

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Araven kontempluje swoją pokrakę. Na stole martwa natura w postaci markerów, Yerby i kostek.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Araven i Konrad. KFC anal((izuje) podręcznik do GURPSa

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tu produkuję jakiś przekaz w trakcie sesji 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hyboria. Czyż nie piękna?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ja obsypany podami do Conana z Mongoosa. Uroczy ciężar.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ot toczy się sesja leniwie

Informacje o mrufon

Ich komme aus Russland und liebe Kiefer.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Conan GURPS – kolejna odsłona

  1. smartfox pisze:

    Widzę dalej ciepłe klimaty – Argos i pochodne?:)

  2. mrufon pisze:

    Jakoś ciężko się wyrwać. Polubiłem Argos aż sam się dziwię za co…
    No po tej kampanii jednak szykuje się Hyperborea. Będzie trzeba podkoszulki założyć 😉

  3. Angel/0A pisze:

    Kuźwa, Mruf, zamieniłeś sztangę na kołowrotek?

  4. mrufon pisze:

    🙂 Hehe, to agroturystyka, która zwykle nas gości ma taki rustykalny wystrój.
    Sztangi nigdy nie porzucę!!!!! Nawet zamierzam zintensyfikować swe działania na tym polu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s