BoLTOR

Ave!

BoLTOR to nie nazwa kapeli metalowej czy zlotu jachtów w Szczecinie, to settingi, które udało nam się odpalić na wyjeździe erpegowym 5-6 czerwca. BoL czyli Barbarians of Lemuria i TOR – The One Ring. Po długiej przerwie (od listopada) spowodowanej wypełnianiem przeze mnie obowiązków niani dziedzica (nie pruskiego, polskiego) w końcu wyrwałem się na długo wyczekiwane granie. 5 czerwca w piątek około 18 stawiliśmy się w agroturystyce w Nowym Kościele pod Złotoryją, w składzie: mła, Kevin, KFC i Łukasz.

Krótko o agro: paskudne miejsce, pozbawione lodówki i kuchni, nie ma nawet mikrofalówki. Na szczęście w sobotę było gorąco więc mogliśmy odpalić gryla na karkówkę, kaszanę, boczek i śląską. Dlaczego wybraliśmy taką lokację? Niestety odpadły topowe agra: Zapusta (likwidacja związana z przeprowadzką właścicieli) i Biały Dom (zarezerwowane). Nowy Kościół znaliśmy z wcześniejszych wojaży, stąd z niemiłosiernie wykrzywionymi obliczami musieliśmy przybić tę miejscówkę. Oby nigdy więcej. Biały Dom jest bez przerwy zajęty, poza tym w sezonie są tam goście buszujący po kuchni, nie ułatwia to grania ani złapania klimatu. Trzeba się rozejrzeć za jakąś alternatywą na ciepłe miesiące. Tyle lat jeżdżenia, przed oczami przewija mi się co najmniej kilkanaście miejsc i żadne w zasadzie (poza Białym Domem) nie nadaje się na stałą bazę. Ot miejsca, o których raczej chciałoby się zapomnieć niż do nich wracać. Nic to, zadanie domowe do odrobienia przed sierpniem.

W BoLu poprowadziłem pierwszy, rozgrzewkowy, trywialny scenariusz z podstawki. Kevin grał swym mocarnym Jaffarem, czarnym barbarzyńcą z Shamballah, Łukasz rudowłosym barbarianem z Valgardu a KFC złodziejaszkiem. Chłopaki zaliczyli brawurową ucieczkę z więzienia przy arenie gladiatorów w Parsool, niestety w konsekwencji wylądowali na arenie, gdzie musieli zmierzyć się ze straszliwą bestią z dżungli Qush – Jemadarem. Potem ewakuowali się z areny przez otwarte wrota do klatek, tam stoczyli kolejny bój i umknęli podstępnie otwierając klatki z bestiami na wpadających właśnie strażników. Scenar prosty jak konstrukcja cepa, myślenia nie było wiele, trochę turlania, no i zabawy, jak to w S&S.

Kevin wziął na siebie prowadzenie TORa. W drużynie znaleźli się: krasnolud Łukasza, Konrada hobbit i mój woodman. Zagraliśmy w jeden ze scenarów z Talesów, chyba drugi w kolejności. Podjęliśmy się zadania odnalezienia hobbita, który zaginął z zaopatrzeniem dla gospody na wysokości High Pass. Było dużo turlania (epicka walka z orkami na wzgórzu, za barykadą z wozów), dzięki czemu ostatecznie odczarowaliśmy mechanikę TORa, do której uprzedziliśmy się dwa lata temu przy pierwszym podejściu do TORa. Wcale nie jest tak źle – powiem więcej, jest świetnie. Konstrukcja awansów wymusza aktywność, promuje szerokie spektrum aktywności graczy, więc by złapać krzyżyk na kratce awansu każdy wyginał się jak mógł, robił co się dało. Nie ma w TORze niepotrzebnych umiejek! Puste umiejki to zmora większości systemów, Włosi genialnie sobie z tym poradzili. Jak ktoś się waha czy zagrać – to szczerze polecam setting. U nas na pewno zagości na dłuuuugo.

Fotorelacja (in progress):

Reklamy

Informacje o mrufon

Ich komme aus Russland und liebe Kiefer.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „BoLTOR

  1. Angel/0A pisze:

    It’s alive!! Już myślałem, że się ewakuowałeś do Szwajcarii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s