SBSdR czyli Sędziszowskie Bzykaczy Sranie do Relikwiarzy

Ave!

Ostatnie miesiące nie były dla nas dobre – straciliśmy świetną metę w Zapuście koło Gryfowa. Agro się po prostu zlikwidowało a właściciele przenieśli się do Dziekanowic pod Krakowem. Awaryjnie pojechaliśmy raz do Nowego Kościoła, wrażenia już opisałem, nic nie trzeba dodawać. Tragedia. Desperacko zacząłem szukać czegoś w pobliżu tak, by wszyscy mieli mniej więcej ten sam dystans do pokonania. W wiosce za Nowym Kościołem, w kierunku na Świerzawę znalazłem agro o wdzięcznym mianie „EDEN”. Zdjęcia wyglądały dość rajsko więc poszła rezerwacja. W terminie 14-16 VIII stawiliśmy się więc w Edenie w składzie: mła, Kevin i KFC. Nawalił niestety czwarty gracz – Łukasz, ale na to nie ma już rady.

EDEN to agro podzielone na dwie części: A, czyli proksymalną (bliżej Złotoryi) i B czyli dystalną, położoną 800 metrów dalej. Wylądowaliśmy w EDENIE B w domku z dwoma dużymi pokojami. Nasz był gigantyczny – spokojnie ze 30 metrów kwadratowych, 4 łóżka, w tym 2 podwójne, dla pedałów. Pan wręczając mi klucze stwierdził, że do tego pokoju często przyjeżdżają „Bzykacze”. 🙂 Będzie instalował dżakuzi bo bzykacze wymagają. Obok jest drugi domek z trzema sypialniami na łącznie 10 osób. Świetna lokacja na karpiowe grania, łącznie mieści do 20 osób, no i lokum dla bzykaczy – wiadomo, 90% towarzystwa to pedzie.

W planach było rozegranie dwóch scenariuszy – mojego do Polski Piastów i Kevina do TOR-a. Zadanie zrealizowaliśmy w 100%.

Polska Piastów to (w planach przynajmniej) wielopokoleniowa saga startująca w czasach Mieszka I, ściśle w 971 roku. Planuję po kilka scenariuszy dla każdego z władców z Pocztu KiK Polskich, aż do Kazimierza Wielkiego. BG grają potomkami pierwszych bohaterów. Taki jest plan. Co do mechaniki – wahałem się dość długo między OpenQuestem2, Sewydżami i Fate’m. Padło ostatecznie na Age of Arthur na mechanice FATE 3.0. Za Aravenem – polecam :)))

BG grają drużynnikami Mieszka, synami rozrodzonego rodu Wilków, siedzącego na małym, macierzystym grodziszczu pod Poznaniem – na Wilczycach. Poza polowaniami, układaniem koni i kłótniami ze skrzatem Borejszą nie robili nic. W końcu jednak przyszło wezwanie od książęcego palatyna Przybysława, do Poznania. Konny, który po nich przyjechał nie był w nic wtajemniczony więc BG musieli uzbroić się w cierpliwość. W Poznaniu przyjął ich palatyn w dworku księcia, w dużej sali jadalnej. Dowiedzieli się, że Mieszko jest ciężko chory, że żadne metody leczenia i żadni, sprowadzani nawet z daleka medycy, nic nie mogą pomóc. Stan księcia się pogarsza, majaczy, jest nieprzytomny, obficie się poci – w skrócie z każdym dniem gaśnie. Dzieło scalania państwa dopiero się zaczęło. Przybysław szuka więc niekonwencjonalnych metod ratunku. Na bagnach pod Miliczem żyje pogański żerca, dawniej najwyższy kapłan świątyni na Ślęży. Chrystki świątynię zniszczyli, chram spalili i złupili, kapłan zbiegł na bagna. Stojan to jeden z najpotężniejszych wśród tych, którzy pozostali. BG mają się doń udać i prosić o pomoc, w zamian za obietnicę osiedlenia się na bagnach nad Notecią i wynagrodzenie w dodatkowy, prozaiczny sposób. Dlaczego BG? Senior rodu Wilków – Bogurad jest jednym z nielicznych optymatów, którzy nie przyjęli chrztu w pierwszym rzucie, w 966 roku. Po prostu odmówił. Szczęśliwie dla rodu położył wielkie zasługi w dziele scalania państwa, przez lata stał przy boku Leszka i Ziemomysła. Mieszko zacisnął zęby i odpuścił karania na gardle, choć odsunął z dworu. Nie jest tajemnicą, że choć rok później Bogurad i rodowcy chrzest przyjęli to dalej sprzyjają starej wierze, utrzymują kontakty z kapłanami i kultywują w pełni dawne tradycje. Dlatego padło na nich. W prezencie dla Stojana dostali jeszcze drewnianą figurkę Świętowita z chramu w Gnieźnie, spalonego przed 5-ma laty.

Ruszyli przez Krzywin i Czestram na Milicz. Po drodze „ugwarzyli” z wilkami. Nic ponadto się nie wydarzyło. W Miliczu czeska załoga przestrzegła ich by nie przepatrywali bo przeglądaczy karze się tu na gardle. „Śląsk jest Czechów a nie Polan, pamiętajcie o tym” 🙂 Po rozmowie z czeskim komendantem spożyli śniadanie u starszego nad Miliczanami – Skorka. Tu już było znacznie milej. Po długiej rozmowie dostali obietnicę pomocy z amuletem, dzięki któremu można odnaleźć drogę do samotni Stojana na bagnach. Drogę zabezpieczył zaklęciami mylącymi. Amulet żerca dał Skorkowi tylko na wyjątkowe, awaryjne sytuację, BG spisali się dobrze, skora ta została za takową uznana. Znaleźli przystawa i udali się na wyspę.

Po drodze stoczyli heroiczny, niemal tragicznie zakończony dla Jarogniewa (Kevin) bój z bagienną bestią – Ślęgoszem. Po najpierw zimnym potem cieplejszym powitaniu na wyspie śród bagien, wylądowali przy chramie Stojana, pilnowani przez dwa przerośnięte basiory i zmory czekające poza granicami wyznaczonej dla nich ścieżki, determinującej obszar, po którym oni – obrzydliwi ochrzczeńcy mogą się poruszać. Stojan nie leczy na dystans, musiał wejrzeć w Nawię by dociekać co mogło się wydarzyć z Mieszkiem. W rezultacie ustalił, że książę został obłożony opóźnioną, śmiercionośną klątwą przez, prawdopodobnie pogańskiego żercę. Zemsta za zniszczenie świątyni i wprowadzenie krzyża do kraju Polan – to musiał być powód, pewnie stał za tym Chwalibóg, główny żerca z Gniezna. Ziemskiego lekarstwa na to nie ma. BG musieli wejść do Nawii i zdobyć złoty sierp bogini Mokoszy, by potem w świecie śmiertelnych przy jego pomocy zżąć trzy zioła (jak trzy obszary obserwowane przez Welesa – powietrze, ziemia i to co pod nią) i stworzyć leczącą miksturę.

Wejść do Nawii nie mogą zwykli  śmiertelnicy, tylko żercy mają taką moc. On jednak nie może wprowadzić tam innych. Najbliższa czynna niegdyś brama do krainy duchów jest nad jeziorem Grabownickim, kilkanaście mil na wschód od Milicza. Sen dał kapłanowi kolejne widzenie – aby wejść do Nawii trzeba użyć magicznego klucza – a takim kluczem jest czarny grot wykuty przez samego Czarnoboga, którym zabił bohatera Wiślan – Walgierza Wdałego. ów grot został złupiony na Ślęży przez Czechów i obecnie spoczywa gdzieś we Wrocławiu w bazylice.

BG ciągną na Wrocław (jakkolwiek to brzmi). Po drodze oblegali Budziszyn we dwóch (żart). Na miejscu zaczęli od kupowania u kijowskiego handlarza i wywiadu w karczmie Oławskiej. Potem lustrowali bazylikę. Z boku, w dalszej części prezbiterium zauważyli zejście do krypt, jednakowoż w tym momencie wylazł z niego Błażej, czeski zakrystian i przegnał ich. Kombinowali z nim i podchodzili aż miło, w końcu Wszebor (KFC) sprzedał mu bombę w kinola i w ten sposób uśpiony został. Sturlał się po schodkach do krypty. Spoczywały tam zwłoki erektora bazyliki – błogosławionego Wratysława i dwóch kanoników. Wratysław w sarkofagu a kanonicy w subkrypcie (krypta w krypcie). Wtedy się zaczęło – usłyszeli hałas na zewnątrz, albowiem do krypty pakował się ksiądz Wyszesław z kilkoma zbrojnymi. Czesi spłoszyli BG. Ukryli się w wewnętrznej krypcie z ogłuszonym Błążejem i… odkryli relikwiarz z grotem Czarnoboga 🙂 Tymczasem na górze słyszeli rozmowę Czechów. Okazało się, że wnieśli akurat skrzynkę z relikwią przenajświętszego Jaromira, pierwszego czeskiego świętego, którą dostał Wrocław od samego papieża, by podnieść rangę świątyni i dać Czechom atut w walkach z Polanami o te ziemie.

BG poczekali aż wyjdą z krypty, udusili Błażeja (dzielny Jarogniew), Wszebor nasrał do relikwiarza, ukradli grot Czarnoboga, kurwa ukradli relikwię świętego Jaromira – zasuszoną rękę, po czym rzucili ją psu na zewnątrz bazyliki. Zwierzęta, nie? Z Wrocka uciekali aż się kurzyło, Czesi z pianą za nimi. Dojechali do Grabownicy i jeziora. Musieli przedostać się do Krainy Za Oparem. Na brzegu czekali cały dzień i w nocy zaczęło się dziać. Zaciągnęło się mgłą, w mgle kotłowały się brzeginki. Ucięli pogawędkę z wodnikiem, po czym na łodzi bogatsi o rady i wskazówki wpłynęli na suchego w przestwór jeziora. Stoczyli walkę z brzeginkami po czym wylądowali w Nawii. Nawia stanowi odbicie rzeczywistości w krzywym zwierciadle, w takich okolicznościach podróżowali w poszukiwaniu Mokoszy. Pogadali ze skrzatem, usłyszeli pomocną radę by w odpowiednim momencie „skorzystali z klucza”. Obejrzeli widowisko na niebie – smoki zżerające chmury i żmije bodźcujący je piorunami, smoki rzygają wodą i pada deszczyk. Dotarli do złotych łanów zbóż, tam heroicznie spierdalali przed hordą południc i dotarli do ogrodu Mokoszy. Bogini powiedziała – ok, ale sierpa nie może podjąć żyjąca osoba. Musieli udać się na pobliską górę do pustelnika i zaczerpnąć wody z dwóch źródeł – Martwej i Żywej Wody. Niczym się nie różnią. Musieli wypić właściwą (powłoka ziemska umiera ale w Nawii tego nie widać), wziąć sierp i po wydostaniu się wypić Żywą by wrócić do życia. Niewłaściwa kolejność to śmierć i klęska. Udało im się bo skojarzyli radę skrzata o „Użyciu klucza”. Grot Czarnoboga zanurzony w Żywej Wodzie rozżarzył się. Tak dali radę. Czarnobóg wypuscił za nimi hordę ogarów gdy już wracali na koniach użyczonych przez Mokoszę. Wszak zabili jego syna na bagnach – Ślęgosza. Uciekli (zasada pościgu podobna jak w SW, odległość 3 pół i 10 testów). Polecam ucieczki Araven :))

Powrót na wyspę żercy i sporządzenie mikstury, powrót do Poznania (w lasach się kryli przed Czechami, którzy z niebywała pianą za nimi parli). Wszystko skończyło się dobrze, lek wlali w usta już zmarłego Mieszka. Ożył! I tylko dlatego, że tak dali radę nie urwano im dupy bo wieść o desekracji świątyni i skarga Czechów dotarła tu szybko. Mieszko poklepał ich, obdarzył sowicie i… pogonił do warowni by głowy nie wystawiali.

Chłopaki dali radę. Nie ma co.

Drugi scenar prowadził Kev. W Śródziemiu hulał hobbit Odo i mój Woodlander Evoric. Do rozwiązania mieliśmy zagadkę mordu dokonanego na dwóch eskortujących jakiegoś więźnia Beorningach. Więzień zniknął. Zaofiarowaliśmy Beornowi swe usługi i poszliśmy tropem jak posokowce. Po długaśnych poszukiwaniach i dochodzeniu rodem z Zewu Cthulhu wpadliśmy na zagmatwany trop. Potem jeszcze tylko finałowa bitwa z Umbarczykami i szczęśliwy finał.

To trzeci rozegrany przez nas scenar z TORa. Jestem zbudowany poziomem oryginalnych scenariuszy, kolejny mnie nie rozczarował, jest rewelacyjny. Granie w TORa raczej się nie znudzi.

Kolejne granie 18-20 IX. Fotorelacja jak zwykle później, jeśli w ogóle.

Reklamy

Informacje o mrufon

Ich komme aus Russland und liebe Kiefer.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „SBSdR czyli Sędziszowskie Bzykaczy Sranie do Relikwiarzy

  1. Fajnie, że sprawdziliście nową miejscowę w EDENIE.

  2. Fajowskie. Sam nie mogę na razie ruszyć z wrócisławskimi Żywymi Trupami A.D.1243 :/ Dlaczego tak późno trafiłeś na Blogi RPG?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s